| naczelny-koronerblog - archiwum: You never know... |
| Strona główna |
You never know...Zapaść mam twórczą, szkolną, rodzinną i znajomościową. Wybaczcie mi tą słabość i niemoc. To jest fikcja literacka. Zbieżność osób, sytuacji i miejsc całkowicie przypadkowa. To wszystko to jest jedna wielka ściema. Coś życie naszego patologa się komplikuje. Skąd ja to właściwie znam? I nie jest śmiesznie, pomimo 1 kwietnia. Szczęk otwierania zamka wydał mu się okropnie głośny i bolesny dla uszu. Wszedł do przedpokoju i zapalił światło. Mieszkanie Nonie’ego było małe, ale przytulne. Urządzone w etnicznym, ciepłym stylu było dla swojego właściciela oazą spokoju. Moony rzucił klucze na stolik i ruszył w stronę kuchni, w celu napicia się szklanki wody. Otwarł pierwszą z brzegu szafkę, ale zamiast szklanek, znalazł talerze. Kolejna półka zawierała garnki. Zniechęcony młody patolog po kolei otwierał szafki, aż wreszcie trafił na szklanki. Lekko poirytowany wyciągnął pierwsze z brzegu naczynie, nalał do niego wody z kranu i usiadł przy stole. Naprzeciw stołu, na ścianie, wisiało wielkie lustro, a obok niego jeden z psychodelicznych obrazów Nonie’ego. Moony wpatrywał się w swoje odbicie i sączył wodę. - Nie patrz tyle w lustro, bo kiedyś coś z niego wyskoczy - mruknął głos z nikąd. Zastępca koronera zdał sobie sprawę, że obok swojego odbicia widzi jeszcze jedną postać. Gwałtownie się obrócił, by sprawdzić kto siedzi koło niego, lecz przy stole nikogo nie było. Po raz kolejny rzucił okiem na lustro. Władczyni Mroku siedziała jak gdyby nigdy nic przy stole. Wszystko byłoby dobrze, gdyby siedziała przy prawdziwym stole, a nie tym, który odbijał się lustrze. - Mam nadciśnienie – warknął patolog – chcesz żebym kiedyś zszedł na zawał? Władczyni Mroku zaśmiała się głośno i zmaterializowała przy stole. - Tak lepiej? – zapytała. Moony spojrzał w lustro i spostrzegł, iż Władczyni się tam nie odbija. - Nie – mruknął posępnie. - Nie można mieć wszystkiego – odpowiedziała. Zastępca koronera dyplomatycznie wziął łyka wody i cierpliwie czekał na rozwój wydarzeń. Władczyni Mroku najwyraźniej się nie spieszyło, bo rozluźniona rozsiadła się w krześle i poczęła kontemplować surrealistyczny obraz. - Mogę wiedzieć jaki jest cel twojej wizyty? – powiedział Moony, przerywając ciszę. Rudowłosa dziewczyna która aktualnie porównywała czerwień swoich paznokci z czerwonym kleksem na płótnie odezwała się po chwili namysłu. - Odwiedzam cię i sprawdzam jak się miewasz po ostatnich, traumatycznych przeżyciach – odpowiedziała – Masz zmywacz do paznokci? – dodała po chwili namysłu. Moony nie wierzył własnym uszom. Najpierw nachodzi go w taki sposób, że znowu ma parę lat bliżej do grobu, a następnie pyta się go o zmywacz do paznokci. - Zauważ parę rzeczy – mruknął – Pierwsza jest taka, iż nie maluję paznokci i jestem facetem. To całkiem normalne dla mojego gatunku. – warknął, a Władczyni posmutniała, gdyż jej krwisto-czerwony lakier lekko odprysnął na palcu wskazującym – A kolejną przeszkodą jest to, że to nie mój dom – dokończył. - Paznokciowa katastrofa – westchnęła Władczyni i przestała zajmować się swoimi szponami. – A wracając do tematu, to uważam, że powinieneś na siebie uważać. - Normalka – mruknął Moony – Czy ja na serio jestem jakiś przeklęty, że cały czas mam pecha? - Nawet nie przeklęty – powiedziała Władczyni zakładając za ucho niesforny kosmyk, który ciągle opadał jej na twarz – Po prostu źle życie sobie planujesz. - Albo ktoś planuje za mnie – posępniał patolog, na myśl o Władczyni Mroku, grającej w pchełki z jakimś innym Władcą Piekieł o życie Moony’ego – Mogłabyś sprecyzować uważanie na siebie? Mam przechodzić przez pasy tylko na zielonym? Nie jadać w Fast-foodach? – prychnął. - Ogół – powiedziała wymijająco. - Jak zwykle mi pomagasz – posępniał Moony i wziął łyka wody – Czy ty zawsze musisz mówić zagadkami? - Taka moja praca – powiedziała Władczyni – Może i władam Mrokiem, ale nie całym światem i nad paroma rzeczami nie mam kontroli – westchnęła – Ale kiedyś nadejdzie dzień przejęcia władzy nad wszechrzeczą – w jej oczach pojawił się niepokojący błysk. Moony lekko się od Władczyni Mroku odsunął, obawiając się o własne zdrowie, gdyż dziewczyna mogła zacząć zdobywać świat od domu kuzyna patologa. - Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie – powiedziała Władczyni i zniknęła tak niespodziewanie jak się pojawiła. Moony kompletnie ogłupiony tą enigmatyczną wypowiedzią odstawił szklankę do zlewozmywaka i poczuł jak fala bezdennej rozpaczy zalewa go jak coś wyjątkowo zimnego i lepkiego. Wstukał na komórce smsa informującego swoich przyjaciół, że idzie na gorącą czekoladę. Odzew był natychmiastowy. Yahoo obiecała wpaść do pobliskiej kawiarni, jak tylko wróci z zakupów. Natomiast Czarny Pan obiecał się zjawić wraz z Servem, jak tylko dokończy mordowanie biletera, który odmówił sprzedania biletu ulgowego dla skrzata. Moony wyszedł z domu i zastanawiając się nad słowami Władczyni, powlókł się do kawiarni. Za dużo rzeczy miał ostatnio na głowie i odczuwał przesyt niesamowitych zjawisk dookoła. Władczyni Mroku, naczelny koroner ginie, ciało Anny znika, co jeszcze? Dotarł do kawiarni i usiadł przy jednym ze stolików. Po pomieszczeniu rozchodził się przyjemny, podnoszący na duchu zapach gorącej czekolady. Zastępca koronera przymknął oczy i w ciszy chłonął miłą atmosferę kawiarni. Napawając się czekoladowym aromatem nie zauważył Yahoo, która bezszelestnie usiadła obok niego. Z transu wyrwało go jej ciche odchrząknięcie. Czarny Pan zmaterializował się z mroku, schował zakrwawione bilety do kieszeni i zasiadł naprzeciwko Moony’ego. Serv wdrapał się na krzesło i oparł nos o stolik. Kelnerka starając się nie zwracać uwagi na specyficzny wygląd gości odebrała zamówienia i szybko się ulotniła. Moony gapiąc się tępo w swój kubek czekolady cały czas mamrotał bez sensu. Lord Voldermort przyzwyczajony do tego zachowania rozluźnił się i czekał na dalszy rozwój wydarzeń, planując równocześnie wieczorne łowy. Yahoo starając się wyłapać sens mruczenia Moony’ego przyglądała mu się przenikliwie, a Serv bez entuzjazmu oglądał wystawione czekoladki. Trwali tak w niemocy dobry kawałek czasu, gdy wreszcie młody patolog powiedział w miarę sensowne zdanie. - Przewalone – wydusił z siebie – Po prostu przewalone. Serv wziął łyka gorącej, cynamonowej czekolady i wbił wzrok w blat stołu. Czarny Pan cicho chrupał krakersa, a Yahoo z troską przyglądała się młodemu patologowi. Po ostatnich przeżyciach z Anną, Moony znacznie schudł i teraz koszula wisiała na nim smętnie. Nadal nie wyglądał zdrowo, a dzisiaj zachowywał się, jakby ducha zobaczył. - Moony – zaczęła dziewczyna – Możesz nam już powiedzieć co takiego jest przewalone? - Wszystko – jęknął zastępca koronera, nerwowo obracając włosy w palcach – Makabrycznie wszystko. Czarny Pan wymienił z Yahoo znaczące spojrzenia i wychylił się przez stolik do roztrzęsionego patologa. - Cóż to za wstrząsająca informacja, że wstęp do niej ma już ponad godzinę? – zapytał błyskając białymi zębami. Moony otrzepał się gwałtownie i już miał odpowiedzieć coś równie niemiłego, gdy Yahoo położyła mu rękę na ramieniu. - Jak nie chcesz mówić, to nie mów – powiedziała. Młody koroner westchnął ciężko, przeczesał palcami włosy i wreszcie wydusił z siebie to, co starał się przekazać już dawno temu. - Naczelnego koronera ktoś mi wykończył – mruknął. Czarny Pan wyraźnie zaskoczony postanowił nic nie mówić i wypić łyka kakao. Serv pytająco spojrzał na swego pana, a jedna brew Yahoo niebezpiecznie podjechała do góry. - Możesz jaśniej? – zapytała. - Normalnie – westchnął Moony – Ukatrupił, zabił, zamordował, wysłał do krainy wiecznych łowów, sprowadził do pozycji horyzontalnej, pomógł mu kopnąć w kalendarz i umożliwił wąchanie kwiatków od spodu. Serv parsknął w swoje kakao, ale skarcony wzrokiem swego pana od razu umilkł. - A konkretnie? – zapytał Czarny Pan. - A konkretnie to go ktoś zadźgał i pozbawił znacznej ilości krwi. – odpowiedział młody koroner. Lord Voldemort skrzywił się lekko. - Amatorszczyzna – mruknął z odrazą. - Ale skuteczna – warknął wyprowadzony z równowagi patolog – No i ciało Anny zniknęło. Czarny Pan przestał się uśmiechać, oczy Yahoo urosły do nienaturalnych rozmiarów, a Serv zapadł się w krzesło, bojąc się cokolwiek powiedzieć. - Nekrofile chodzą po świecie – mruknął Voldemort, ignorując mordercze spojrzenie Yahoo – Nie martw się na zapas. Moony westchnął ciężko i począł grzebać łyżeczką w swojej czekoladzie. - Ty, a może ona powstała z grobu? – zapytał nieśmiało Serv. - Ona nie była w grobie – mruknął Moony machinalnie. Serv postanowił już nic więcej nie mówić. - Wszystko jest możliwe – westchnął Vold. Moony zapadł się w krześle i pogrążył w myślach o najczarniejszym scenariuszu przyszłości. Ciach, ciach, ciach! 2006-04-01 18:21:45 skomentuj (7) |